Kołobrzeg, Wrocław i Kraków

by Agata

Tegoroczna majówka była naprawdę długa! 😀 Podróżowanie zaczęłam już 27go kwietnia, czyli na walizkach spędziłam ponad tydzień 😀 – a i tak mi mało ;))

Zarówno pogoda jak i towarzystwo dopisywało, więc wypad zaliczam do jak najbardziej udanych 🙂
Ale, ale – zacznijmy od początku 🙂 Pierwszym punktem mojej wyprawy było rodzinne miasto mojego partnera- Kołobrzeg 🙂

 Byłam tam po raz pierwszy, ale na pewno jeszcze tam wrócę 😀  Choćby dlatego, że muszę jeszcze połazić po parku linowym, odwiedzić mini zoo i wybrać się na wycieczkę rowerową 🙂 – bo oczywiście czasu na wszystkie atrakcje nam zabrakło 😉
Co najbardziej mnie zaskoczyło? Rockowy klub znajdujący się w środku (czynnej!) latarni 🙂 A dodatkowo w dzień, można przyjść i wdrapać się na jej szczyt i podziwiać Kołobrzeg z góry 😉
Po weekendowym wypadzie do Kołobrzegu, wpadłam na uczelnię na zajęcia, napisałam koło i wyjechałam w dalszą część podróży- Wrocław 🙂
Pierwsze co odczułam, po opuszczeniu pociągu- szok termiczny 😀 W trójmieście temperatura wynosiła około 15 stopni, a we Wrocławiu późnym wieczorem było ponad 20! A my w jeansach i kurtkach 😀 
Tak więc, pierwszym punktem zwiedzania Wrocławia, było odwiedzenie galerii w poszukiwaniu sandałów;) I tak rozpoczął się mój mały koszmar- kupione klapki oczywiście obtarły mi stopy, do tego stopnia, że ledwo chodziłam (Tż pomagał jak mógł- nosząc mnie na barana :P). A chodzenia było naprawdę sporo!

I znów- nie zdążyliśmy dotrzeć wszędzie- najbardziej ubolewam, że nie zobaczyliśmy Ostrowa Tumskiego, no i nie znaleźliśmy wszystkich krasnali 😉 Tak, więc do Wrocławia również trzeba będzie wrócić 😉

No właśnie- nie wiem, czy wiecie, ale Wrocław roi się od krasnoludków-kryją się one w różnych miejscach, a ich poszukiwanie to niezła zabawa 😀 My odnaleźliśmy ośmiu krasnali- ale pewnie jest ich dużo, dużo więcej 😉

Odwiedziliśmy za to plac z fontanną multimedialną, ogrody japońskie, wdrapaliśmy się na wieżę widokową Bazyliki (matko! ile tam było schodów!!!) oraz byliśmy w ZOO (największe w Europie!), z którego wygoniła nas burza 😉 
Wybraliśmy się również na imprezę, z której wracaliśmy dobre 3h- najpierw krążyliśmy w poszukiwaniu dobrego przystanku autobusowego (z tym był naprawdę koszmar, bo przystanków przy Galerii Dominikańskiej jest mnóstwo;)  i oczywiście uciekł nam nasz nocny bus. Na następny czekaliśmy dobrą godzinę, nie ruszając się już z przystanku, żeby nam znów nie odjechał przed nosem 😛 I co? Zasnęliśmy w nim i wywiozło nas na jakąś zajezdnię 😉 No, ale koniec, końców wreszcie udało nam się dotrzeć do mieszkania 😉 – nie muszę chyba mówić, w jakim stanie były po tej wyprawie moje stopy 😛
Pożegnaliśmy Wrocław i 5h później powitaliśmy Kraków 😉 A tu chodzenia jeszcze więcej 😉 Na szczęście moje otarcia na stopach troszkę się zagoiły i już chodzenie nie sprawiało mi takiego bólu 😉 
Wpadliśmy na Wawel, zjedliśmy zapiekanki na Kazimierzu (najlepsze, jakie jadłam!), połaziliśmy po starym mieście, posiedzieliśmy nad Wisłą, a na koniec zgubiliśmy się w drodze do dworca 😉 
Z czym będzie kojarzył mi się Kraków? Z Kefirkami! Pierwszy raz miałam do czynienia z tą siecią sklepów spożywczych, a w Krakowie, Kefirki są na każdym kroku ;)) Gdzie się nie obejrzysz- tam Kefirek 😀

Niestety majówka minęła zdumiewająco szybko i nadszedł czas powrotu do zimnego Gdańska- tym razem szok termiczny nie był tak przyjemny- z 30 stopni, wróciliśmy do 10….brrr 😉
A jak Wam minęła majówka?
Co robiłyście?:)
A może też odwiedziłyście któreś z tych miast? Może nawet się gdzieś tam minęłyśmy:))?

Zobacz również:

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania. Korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgadzam się Polityka prywatności