Yankee czy Kringle Candle?

Sezon na świeczki uważam za otwarty! Wygrzebałam lekko zakurzone pudełko z woskami, o których zupełnie nie myślałam latem.

Wyczyściłam kominek i już nie mogę się doczekać aromatycznych wieczorów z woskami, ciepłą herbatą i serialem (aktualnie na tapecie: Breaking Bad).

Zapasy świeczek uzupełnione, więc śmiało mogę powiedzieć, że jestem przygotowana na nadejście jesieni. No, dobra może nie do końca – przydałaby się nowa kurtka i jakieś jesienne ciuchy – póki co w szafie nadal wiszą letnie sukienki…

Jeśli planujecie zaopatrzyć się w aromatyczne woski do kominka i zastanawiacie się, którą markę wybrać to może dzisiejszy post będzie dla Was przydatny.
O Yankee candle było na blogu już sporo – jeśli jesteście zainteresowane ich zapachami, zajrzyjcie do serii wpisów o tych woskach.

Co jeszcze warto wiedzieć?

 

Yankee candle

Nie ma wątpliwości, przez ostatni rok podbiły internet, zyskały rzesze fanek, są znacznie bardziej popularne i łatwiej dostępne.
Od Kringle Candle odróżnia je przede wszystkim to, że są kolorowe. Lubię urozmaicenie, więc fakt ten traktuję jako zaletę, ale wiem, że niektóre z Was wolą białe woski ze względów czysto praktycznych.
Jedną tartę dzielę na 4 części, a każda z nich wystarcza na jakieś 2-3 dni palenia po 4 godzinki dziennie. Całkiem sporo.
Woski po otwarciu przechowuję w strunowych woreczkach, podpisując je lub przyklejając naklejki z opakowania.
Łamanie tarty jest trochę upierdliwe, bo strasznie się kruszy, a z kolei nie wyobrażam sobie wsadzić jej w całości do kominka.
Wybór zapachów jest ogromny i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Mój faworyt – niezmiennie pink sands. Intensywność zapachu zależy od wosku. Jedne są naprawdę mega mocne (np. salted caramel), a inne z kolei lekko wyczuwalne (np. under the palmas). Niektóre przyprawiają o zawrót głowy, a inne subtelnie unoszą się we wnętrzu. Ja zdecydowanie wole te drugie 🙂
Plus dla Yankee, że coraz częściej można znaleźć je w sklepach stacjonarnych, gdzie na spokojnie można sobie wszystko powąchać. Zamawianie przez neta to trochę jak kupowanie kota w worku – wosk może mieć cudowny, poetycki opis o szumie fal, muszelkach i błękitnym niebie, a po rozpaleniu stwierdzimy, że nadaje się tylko w roli odświeżacza do toalet. Podobnie jak z perfumami, nigdy nie kupię zapachu, którego nie wąchałam, tak też w przypadku wosków wolę wiedzieć jakiego zapachu się spodziewać.
To ostatnie słowo jest kluczowe, bo niektóre woski inaczej pachną w opakowaniu, a inaczej po rozpaleniu, stopniowo uwalniając swoje aromaty 🙂
Woski yankee candle kupimy za 7 zł. Tarty ważą 22 gramy.

 

Kringle Candle

Poznałam je nie dawno. Są droższe od yankee (koszt od 11 do 13 zł), ale i większe. Jeden wosk ma 40 gramów, czyli prawie dwa razy więcej niż tarty yankee. Szybka kalkulacja – cenowo wychodzi tyle samo, a jeśli dorwiemy kringle za 11 zł, to nawet wyjdziemy na plus. Tyle, że w przypadku yankee kupimy dwie tarty, a w krignle dostaniemy jeden wosk. Dobra, tyle z matematyki.
Woski Kringle mają wypustki ułatwiające ich łamanie i znajdują się w zamykanych plastikowych pojemniczkach. Duży plus za jedno i drugie. Odpada szukanie i podpisywanie woreczków strunowych, aby nie pogubić się, który wosk jest który. Kolejna zaleta – podczas łamania nie kruszą się. Serio, w kwestii praktycznej znacznie przewyższają yankee.
Jeśli jesteście mieszkankami Warszawy, to z pewnością nie będziecie miały problemów, aby znaleźć woski stacjonarnie. Sklepów z kringle jest w stolicy naprawdę sporo. Mi do Warszawy niestety nie po drodze, a w Trójmiescie stacjonarnych sklepów nie uświadczę. Szkoda. W tej kwestii niewątpliwie to yankee są górą. Znajdę je nawet w osiedlowym sklepie z chińską odzieżą (i nie, nie będą to podróbki).
Ale, ale…tak się składa, że od czasu do czasu bywam w Kołobrzegu, a tam jest sklepik wypełniony po brzegi świeczkami i woskami Kringle! Jeśli będziecie w Kołobrzegu koniecznie zajrzyjcie na Mariacką do Aroma Beauty & Home.
Jeśli chodzi o zapachy to wybór jest też ogromny, od kwiatowych aromatów, po nuty owocowe, aż po smakowite, jedzeniowe zapachy. W tej kwestii nie odróżniają się niczym od yankee – jedne woski są mocniejsze, a inne mniej intensywne. Zajrzyjcie też do wpisu z opisem zapachów moich wosków Kringle Candle.
Jak z wydajnością? A naprawdę nieźle! Wosk podzielony jest na pięć części, ale dla mnie taka jedna cząstka to i tak za dużo jak na jeden raz. Każdą z nich dzielę jeszcze na pół, co daje mi 10 kawałków. I tu podobnie jak w przypadku yankee – każdy kawałek palę 2-3 dni po 4 godziny dziennie. Dla osób, które w wyliczeniach się pogubiły – woski kringle spokojnie wystarczają mi na dwa razy dłużej od yankee. Czego łatwo było się domyśleć, bo są po prostu większe. Eureki nie odkryłam.

Dobra, to które lepsze?

Ze względów praktycznych (łatwość przechowywania i użytkowania) stawiam na Kringle. Będą one świetnym rozwiązaniem jeśli mamy już swoje ulubione zapachy i minęła nam żądza odkrywania nowych i kupowania wielu zapachów na raz.
Jeśli zaczynamy przygodę z woskami i nie chcemy wydać na nie fortuny, to jednak polecałabym yankee. W cenie jednego wosku Kringle mamy dwie tarty, czyli dwa zapachy do wypróbowania.
A Wy, które wolicie? 🙂

Zobacz również:

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania. Korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgadzam się Polityka prywatności