Jesienny niezbędnik do torebki

by Agata

Pomadki ochronne walają się u mnie wszędzie. Mam je w torebce, w kurtce i przy łóżku. Bez ochronnego sztyftu nie ruszam się z domu.

Jeśli jakimś cudem zapomnę o pomadce, to mam wrażenie, że moje usta zaraz pękną z wysuszenia. To pewnie jakiś psychologiczny chwyt, bo przecież nawet jak mam pomadkę w kieszeni, to nie smaruję nią ust non stop.

Tak, więc jesienno-zimowym must have w mojej torebce jest oczywiście pomadka ochronna.

O tej porze roku sięgam po odżywcze sztyfty – bardzo dobrze sprawdza się u mnie Isana Intensiv, a nowością w kosmetyczce jest kokosowa pomadka Burt’s bees. Wcześniej używałam klasycznej wersji i byłam bardzo zadowolona z jej działania.
Wycwaniłam się i już nie noszę w torebce wielkich kremów do rąk. Od jakiegoś czasu wybieram miniaturki. Są świetne przede wszystkim do małych torebek, a i w dużych sprawdzają się nieźle (minus taki, że trudniej je w torebce wymacać). Nie robię dziennie takich dystansów, że musiałabym kilkukrotnie używać kremu do rąk w terenie. W domu i pracy mam pełnowymiarowe tubki 🙂
Obecnie zużywam miniaturki kremów L’Occitane.
Kolejny torebkowy specyfik – masełko Shea. Mini wersja w małej, uroczej puszce. Masło ma uniwersalne zastosowanie, a ja najczęściej używam go do suchych skórek, wysuszonych od zimna skrzydełek nosa i ust. Mega wydajne!

Gdy czeka mnie jakaś dłuższa wyprawa, do torebki wrzucam ogrzewacz do rąk. W razie gdybym utknęła gdzieś na peronie, czy przystanku autobusowym. No i mam słabość do sówek 🙂

 

 
A jakie Wy nosicie kosmetyki w torebce?

Zobacz również:

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania. Korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgadzam się Polityka prywatności