Pod jednym dachem z facetem (2)

Przez pierwszy rok mieszkania z facetem
odkryłam, że mam trzecie oko. Widzę rzeczy, których M. zupełnie nie
dostrzega. Bałagan, stertę ubrań do wyprania, pełen worek w koszu na
śmieci, wyschniętą cytrynę w lodówce, czy pustą tubkę pasty do zębów w
łazience.

Kolejny rok nauczył mnie, że o pilot trzeba walczyć, że chleb
sam znika, a z pozoru pełna lodówka wcale nie musi być taka pełna. Do
tego trafił mi się marzyciel, któremu do spełnienia wszystkich marzeń
brakuje tylko wygranej w lotto.


walka o pilota

Wchodzę do kuchni z zamiarem zrobienia śniadania. Włączam tv, lubię jak mi brzęczy do ucha, gdy jestem czymś zajęta. Słuchając jednym uchem, odwrócona plecami do telewizora, robię kanapki. Przychodzi M., rozwala się na kanapie i bach! Zamiast wybranego programu, słyszę trajkotanie komentatora jakiegoś meczu. Na moje zwrócenie uwagi, że zmienił kanał, słyszę – przecież i tak nie oglądasz! Okej, niby skumał, że nie muszę gapić się w telewizor, żeby oglądać telewizję. Przerzucił z powrotem na to co oglądałam. I za chwilę, bach! Znów ten sam, irytujący komentator. Rzucam w kierunku M. wrogie spojrzenie, a on – no, przecież na TVN zaczęły się reklamy. Z 15 minut im zejdzie. Nigdy nie zdarzyło się jeszcze, żeby faktycznie po tych kilkunastu minutach z powrotem przełączył na moją stację. Chyba zacznę chować pilota.

znikający chleb

Wracając z pracy, dzwonię do M. czy mam kupić chleb. Odpowiada, że nie, bo jeszcze jest. Okej, robił sobie kanapki później ode mnie, to wie lepiej. Wieczorem zabieram się za szykowanie kolacji i co się okazuje? Chleba jest…cała piętka.

marzyciel

Wieczór. Zalegliśmy na kanapie, ja coś grzebię w laptopie, a M. cyka kanałami. Na jednym akurat lecą wyniki lotto na żywo. Najwyraźniej unoszące się w maszynie kolorowe kulki skłoniły M. do refleksji. Zaczyna się dyskusja, co by było gdybyśmy wygrali. Ja, umysł racjonalnie myślący, stwierdzam, że najpierw to trzeba kupić los. A jak wygram, to będę wtedy zastanawiać się na co je wydam. M. za to obmyśla plan ulokowania wyimaginowanych środków, tak aby do końca życia już nie musieć pracować. Najpierw trochę poszaleje, kupi super samochód, zresztą co tam będzie się ograniczał do jednego. Trzy sobie kupi. I nawet jeden dla mnie -łaskawca. Potem będziemy podróżować i popijać drinki z palemką wylegując się na jakichś egzotycznych wyspach. A na koniec kupi parę mieszkań pod wynajem, każde w innym mieście. Kilka też kupi dla nas, za granicą w jakiś miłych, ciepłych miejscach, w końcu na bogato. Już nawet ma wizje jak je urządzi. Przerywam mu rozmyślania stwierdzeniem, że w takim razie może na początek skończy urządzać nasze aktualne mieszkanie i kupi chociaż tę szafę do sypialni, z której zakupem ciągle zwlekamy. Efekt? M. postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i …kupić wreszcie ten los.

nie taka pełna lodówka

Otwieram lodówkę w poszukiwaniu czegoś zimnego do picia. O, sok pomarańczowy. Wyciągam z szafki szklankę, przechylam kartonik i…wylatuje z niego soku może na jeden łyk, albo raczej łyczek. Robię kanapki, wyciągam serek do smarowania, otwieram opakowanie, a w środku jakby dobrze zeskrobać ze ścianek, to wyjdzie może na pół kromki. To samo jest z keczupem, majonezem, czy masłem. To chyba podobna przypadłość jak z tym chlebem, zawsze wydaje mu się, że jest jeszcze trochę.
A jak to jest u Was? Może któraś z sytuacji wydaje się Wam znajoma? 🙂




*wpis powstał w ramach współpracy z Lotto

Zobacz również: