Nasza sesja ślubna

Wyszła dokładnie tak jak ją sobie wymarzyliśmy! W ramach ślubnego pakietu fotograficznego mieliśmy przewidziany jeden wybrany przez nas dzień na sesję w plenerze. 

Zależało nam, żeby zdjęcia były wyjątkowe i nie ograniczały się do uśmiechów do aparatu na trzy, cztery. Miało być sielsko i trochę z przymrużeniem oka. 
Trochę czasu zajęło nam wybranie miejsc na sesję. Pomysłów mieliśmy sporo, ale większość z nich nie dałoby się pogodzić pod względem logistycznym. 

Co ostatecznie wybraliśmy?

Była piknikowa sceneria, były bele zboża, wiatraki i las. Oczywiście, nie mogło zabraknąć naszego ukochanego morza! To właśnie przy zachodzie słońca nad Bałtykiem zakończyliśmy naszą ślubną sesję.
Sesja trwała ponad sześć godzin, a my wróciliśmy do domu brudni, zmęczeni i głodni. Efekty jednak wynagrodziły nam wszystkie te niedogodności.

Piknik!

W pierwszej wersji plener piknikowy miał być na łące, a ostatecznie wylądowaliśmy w ogrodzie u rodziców. Było tak jak to sobie wymarzyłam – kolorowe balony, wiszący proporczyk, kwiaty i owoce. 

Sielskie klimaty

Nasza ulubiona część sesji? Wspólnie przyznaliśmy, że najbardziej podobają nam się zdjęcia z belami słomy. Sielski klimat zdjęć i ich kolorystyka totalnie nas urzekła. 
A jak to wyglądało w praktyce? Podrapane nogi, podarta suknia i bolesna wywrotka przy kręceniu się wokół własnej osi. Jak widać pozowanie wymaga poświęceń 🙂

Wiatraki

Po drodze nad morze zatrzymaliśmy się przy farmie wiatrowej w Lisewie. Przemieszczanie się przez łąkę w szpilkach do najłatwiejszych nie należało, ale dla zdjęć z wiatrakami było warto!

Nadmorski las

Tuż przed zachodem słońca z kwitnącymi wrzosowiskami. Zdjęcia wyszły nieco nostalgicznie, trochę romantycznie – dokładnie o taki efekt nam chodziło. 

Zachód słońca nad morzem

Nad morzem też nie było lekko. Woda w Bałtyku miała wtedy raptem 6 stopni, a my z uśmiechem na ustach się w niej taplaliśmy 🙂 
Obawialiśmy się trochę, że łącząc zdjęcia nad morzem z zachodem słońca uzyskamy nieco kiczowaty efekt, ale na szczęście nasz fotograf stanął na wysokości zadania. Zdjęcia wyszły bardzo klimatyczne! Ponoć najpiękniejsze zachody słońca są właśnie w Białogórze.

Bardzo się cieszę, że zdjęcia nie polegały na uśmiechaniu się w stronę obiektywu i przyjmowaniu sztucznych poz. Biegaliśmy, skakaliśmy, turlaliśmy i taplaliśmy się w wodzie. I naprawdę fajnie się przy tym bawiliśmy, dzięki czemu zdjęcia wyszły bardzo naturalnie 🙂

Zobacz również: